Codzienność strażników miejskich - głównie z referatu Interwencyjno-drogowego to często walka z problemem, którego nie da się rozwiązać jednym mandatem czy pouczeniem. Mowa o spożywaniu alkoholu w miejscach publicznych, szczególnie przez osoby w kryzysie bezdomności. Scenariusz niemal zawsze wygląda podobnie: zgłoszenie od mieszkańców, interwencja na klatce schodowej lub w parku i widok osoby, której stan zdrowia budzi poważny niepokój.
W takich momentach strażnicy stają przed trudnym wyzwaniem. Często stan upojenia alkoholowego lub ogólne zaniedbanie wymagają wezwania pogotowia ratunkowego. Ratownicy medyczni po badaniu podejmują decyzję - jeśli życie jest zagrożone, pacjent trafia do szpitala. Jeśli stan jest stabilny, ale osoba wymaga wytrzeźwienia w bezpiecznych warunkach, do akcji wkraczają funkcjonariusze, przewożąc taką osobę do ODON-u.
Kluczowym elementem każdej takiej interwencji jest próba wyciągnięcia ręki. Strażnicy miejscy regularnie proponują realne wsparcie: pomoc w znalezieniu miejsca w noclegowni, pomoc w uzyskaniu posiłku, czy skierowanie do ośrodków pomocy społecznej. Niestety, w odpowiedzi najczęściej słyszą: "Nie potrzebuję pomocy". Prawo do samostanowienia sprawia, że po opuszczeniu placówki medycznej lub wytrzeźwieniu, osoby te wracają na ulicę.
Ta sama osoba, która rano otrzymała pomoc, kilka dni później znów koczuje na tej samej klatce schodowej, a cały proces zaczyna się od nowa. To pokazuje, jak wielowarstwowym problemem jest bezdomność połączona z uzależnieniem - mimo zaangażowania strażników i ratowników, bez wewnętrznej zgody samej osoby zainteresowanej, systemowe wsparcie często pozostaje jedynie doraźną interwencją.
Tylko w kwietniu strażnicy miejscy nałożyli 171 mandatów karnych za spożywanie alkoholu w miejscach publicznych.
Nie bądźmy obojętni, wzywajmy pomoc i reagujmy, to zawsze może uratować czyjeś życie.